18
Mar-2015

Górnik z krateru Ijen

Górnik z krateru Ijen

Miejsce na mapie

Gdzieś na wschodnim skraju Jawy, tam gdzie najbardziej ludna wyspa Republiki Indonezji i jedna z najgęściej zaludnionych wysp świata, styka się z najbardziej popularnym kierunkiem urlopowym archipelagu, wyspą Bali, leży niewielkie i ciche miasto Banyuwangi. A z Banyuwangi do słynnego coraz bardziej tu i tam, wulkanu Kawah Ijen, jest już tylko przysłowiowy rzut beretem. Dokładnie 3 kwadranse, 45 minut ostrej, z upływem czasu coraz bardziej krętej jazdy jeepem z napędem na 4 koła, wystarczy by zaparkować u podnóża góry, najbliżej jak tylko się da siarkowego jeziora Kawah Ijen, położonego ponad dwa tysiące metrów nad poziomem morza. To najbliżej nie oznacza jednak, iż po trzaśnięciu drzwiami samochodu, przejrzeć się można w tafli siarkowych oparów wodnych Kawah Ijen. By doświadczyć tej niewątpliwej podróżniczej radości, czeka nas bowiem jeszcze 3 godzinny mozolnego trekkingu, powolnej a mimo to wyciskającej siódme poty wspinaczki pod górę wężowatą serpentyną.

ciężkie życie

Jawajscy Siarkowi Górnicy

Ta sama co dla turystów eksploratorów, pnąca się pod górę trasa ku jezioru, jest chlebem powszednim, codzienną ścieżką do pracy kilkuset Jawajczyków przyjeżdżających punktualnie przed świtem, każdego poranka po pierwszej modlitwie muzułmanów subuh, na ten sam parking na którym parkują dostarczające eksploratorów jawy jeepy. To właśnie stąd, z tego samego parkingu zabierają swoje prymitywne nosidełka i mkną ku siarkowej górze, by raz lub przy sprzyjających warunkach atmosferycznych i wydolności własnych mięśni, nawet dwa razy pokonać z 70 kilogramami siarki w przytroczonych na bambusowej tyczce koszach. Są ich dziesiątki, chociaż sami doliczają się ponad setki i jest wśród nich krępy Adi z Banyuwangi, który codziennie bez względu na pogodę dojeżdża tu na swojej hondzie, zapala na parkingu papierosa i jeszcze w mroku sunie niczym duch pod siarkową górę.

Adi z Banyuwangi

Adi jak zdecydowana większość górników z Kawah Ijen jest pobożnym muzułmaninem. Sunitą, tak jak ponad 90 procent wszystkich indonezyjskich muzułmanów, stanowiących kolejne ponad 90 procent wszystkich mieszkańców 240 milionowej republiki. Adi jest też a może i przede wszystkim, kochającym mężem oraz ojcem 4-ki małych dzieci. Jest także jedynym żywicielem tej niemałej rodziny. Żyje dosłownie i w przenośni w rytmie siarkowej góry Kawah Ijen. Na górze spędza lwią część swego życia, góra dale mu pracę, praca zaś codzienną miskę ryżu dla całej rodziny. Jest małym trybikiem wielkiej machiny której na imię wulkan Kawah Ijen. Adi chodzi spać bardzo szybko i budzi się szybciej niż inni. Codziennie o 3ciej wstaje z wysłużonego materaca i cicho, by nie zbudzić śpiących w tym samym pomieszczeniu członków rodziny, ubiera się i wychodzi z domu. Potem pierwszy papieros, modlitwa a po niej drugi papieros. Wsiada na wysłużony skuter i pędzi na wspomniany wcześniej parking u stóp góry. Tutaj międy palcami ląduje kolejny papieros, śniadanie, miska ryżu i smaczny smażony banan, czarna kawa robusta i kolejny poranny papieros na dzień dobry. No a po nim albo jeszcze z nim między wargami, marsz w górę ku siarkowym złożom, tak samo jak niewidzialna w mroku armia, takich samych chłopaków z okolicznych miast i wiosek. Chłopaków po dwakroć Chłopaków, gdyż służą ty tylko Chłopacy i Chłopaków gdyż w tym fachu robotę kończy się po czterdziestce i nie jest to przejście na emeryturę ale zejście w wieku bez mała wciąż chłopięcym. Adi nie zna nikogo kto pracował by tutaj dłużej niż 25 lat. „Ja jestem wciąż zielony” śmieje się przez zęby. Mam dopiero 27 lat i dopiero od 10 lat znoszę na dół kosze pełne siarki. Nie myślę nawet o tym co będzie za lat 10 albo więcej. Jak chcesz możesz zrobić mi zdjęcie.

siarkowy górnik

Siarka i Bule itu Hidup

Chłopaki z pod Kawah Ijen nie robią na górze przysłowiowych kokosów. Wdrapując się na ponad 2 tysiące metrów co dnia i znosząc na dół kosze pełne siarki, wyciągają codziennie nie więcej niż 60 000 rupii, równowartość 5 dolarów amerykańskich. A kosze z siarka są ciężkie albo bardzo ciężkie. Skóra i mięśnie na plecach górników rogowacieją. Płuca wiotczeją a zdrowie topnieje z każdym rokiem przepracowanym na górze. Praca mimo uciążliwości jest limitowana. Chłopacy z Kawah Ijen dzielą się więc nią rotacyjnie. Każdy z siarkowych górników pracuje pięć dni w trakcie tygodnia. Daje to niewiele ponad 100 $ miesięcznie, bez żadnych dodatkowych świadczeń typu opieka zdrowotna, ubezpieczenie emerytalne, czy szkoła dla dzieci. Nie trudno się więc domyśleć, że każdy Górnik wyruszając rano pod siarkową górę, podczepia się jeśli tylko zdoła pod wędrujących w górę Turystów. Opłata co łaska za quasi przewodnictwo w drodze siarkowy na szczyt plus fotka z koszami pełnymi siarki podczas drogi w dół, daje szansę na podwojenie tej niewielkiej gaży. To co czasami denerwuje, poraża przy głębszej analizie. „Hidup” czyli po indonezyjsku życie, dla jednych bardziej, innych mniej, jest nieustanną walką i wędrówką pod symboliczną siarkową górę. Pamiętajcie o tym przyjeżdżając do Banyuwangi, wyruszając po Kawah Ijen i spotykając swoich Adi’ch w mozolnej wędrówce pod górę.

1

 likes / 0 Comments
Share this post:

comment this post

You must be logged in to post a comment.

Archives

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec