Indonezja nowymi Chinami? – Artykuł w “Gazeta Finansowa”

Po wyborach prezydenckich, w których wygrał Joko „Jokowi” Widodo, Indonezja wciąż przeżywa wybuch niespotykanego optymizmu zarówno w zakresie gospodarczym, jak i politycznym.

GFW tym liczącym ok. 250 milionów ludzi państwie wiele osób zaczyna poważnie zastanawiać się, czy Indonezja – właśnie po wyborze Widodo na prezydenta kraju – w krótkim czasie na naszych oczach stanie się potęgą w Azji Południowo-Wschodniej porównywalną z Chinami.

Po wielu latach dyktatur w Indonezji (czasy Sukarno i Suharto) nastąpiło udane dziesięciolecie rządów generała i doktora ekonomii Susilo Bambanga Yudhoyono, w trakcie którego liczący ponad 18 tysięcy wysp kraj zaczął przekształcać się z zamkniętego kraju outsidera politycznego, w wiodącego gracza gospodarczego w regionie Azji Południowo-Wschodniej. Wiele zagranicznych firm, chcących zająć rynek indonezyjski, chętnie inwestuje w tym kraju w związku ze zwiększającymi się możliwościami konsumpcyjnymi szybko rosnącej klasy średniej.

Rynek z potencjałem

Firma konsultingowa McKinsey w raporcie „The archipelago economy: Unleashing Indonesia’s potencial” (z 2012 r.) oszacowała, że klasa średnia w Indonezji to już ok. 45 milionów ludzi. To relatywnie duży rynek dla towarów i usług. Co więcej rynek ten może urosnąć do ponad 135 milionów ludzi w 2030 r. Jeden z raportów Boston Consulting Group zawiera analizę, z której wynika, że w najbliższych latach można spodziewać się, że ok. 74 milionów Indonezyjczyków będzie wydawało 200 dolarów i więcej miesięcznie na artykuły gospodarstwa domowego, tworząc znakomity rynek dla producentów artykułów codziennego użytku. Obecnie wiele firm uznaje Indonezję za najlepsze miejsce na inwestycje w ASEAN.

Firmy takie jak Honda, LG czy General Motors, które posiadają już fabryki w tym kraju, widzą w Indonezji strategiczne miejsce, które może stanowić centrum produkcji w Azji Południowo-Wschodniej. Ponadto, jak pokazuje przykład Hondy, Indonezja jest znakomitym punktem wyjścia, zarówno ekonomicznym, jak i kulturowym (istotne kwestie związane m.in. z religijnością) do ekspansji na wschodnią Afrykę i Bliski Wschód. Nie bez znaczenia jest fakt, że samochody wykonane pod rynek indonezyjski dobrze sprawdzają się na rynkach afrykańskich i arabskich. Nie może więc dziwić fakt, że eksport samochodów z Indonezji w 2014 r. wzrósł o 35 proc.

Spowolnienie pod kontrolą

Gospodarka Indonezji, największego kraju w ASEAN, przez ostatnie 10 lat rosła rocznie o ok. 7–6 proc. Wzrost ten wydaje się na tyle stabilny, że niektórzy są nawet zdania, iż jesteśmy świadkiem procesu, który sprawił, że rozpoczął się podobny boom gospodarczy, jak w Chinach trzy dekady temu. Indonezja obfituje w zasoby naturalne – jest największym na świecie producentem węgla energetycznego, cyny i niklu. Ma dość duże zapasy ropy naftowej i gazu, i jest zdecydowanie największym eksporterem oleju palmowego. Wzrost gospodarczy Indonezji jest napędzany również przez gospodarkę chińską. Do tej pory znaczną część wydobycia niklu, cyny czy węgla wchłaniały Chiny, lecz ostatnio Indonezyjczycy są coraz bardziej przeciwni wysyłaniu rud na eksport. Potwierdzają to ustawy zabraniające, m.in. eksportu niklu, funkcjonujące od 2014 r., uchwalone celem pomocy w rozwinięciu przemysłu krajowego. Ponadto gospodarka indonezyjska nieznacznie zwolniła w ostatnich miesiącach. Schłodzenie chińskiej gospodarki i spadek cen surowców na rynkach światowych (ropa, węgiel), które stanowią ponad połowę eksportu Indonezji, musiały doprowadzić do pewnego spowolnienia gospodarczego. Nie bez znaczenia jest odpływ środków z Indonezji w wyniku działań FED. Rezerwa Federalna USA dostarczyła bodźców do zakupów amerykańskich obligacji, co spowodowało umocnienie dolara, wyprzedaż waluty indonezyjskiej i spadek jej wartości.

Niedogodności infrastruktury

Z powodów instytucjonalnych (ramy regulacyjne i prawne) Indonezja jest dość podatna na nagły transfer kapitału, lecz nowy prezydent wydaje się nie tracić entuzjazmu. Idąc do władzy, stawiał sobie za cel uwolnić ogromny potencjał Indonezji. Do tego potrzebne są w pierwszej kolejności: lepsza infrastruktura, systematyczna walka z korupcją oraz stworzenie miejsc pracy. Joko „Jokowi” Widodo został prezydentem po kampanii głoszącej hasło: „zero tolerancji dla korupcji”. Jako prezydent przez pierwsze 100 dni pokazał, że będzie wsłuchiwał się w głos doradców – technokratów, których celem stało się stworzenie koncepcji reform gospodarczych. Dość szybko po prezydenckiej inauguracji, 20 października 2014 r., Indonezja obcięła dotację budżetową do paliwa, która (w połączeniu z innymi innych dotacjami) pochłaniała aż jedną piątą budżetu państwa. Budżet na rok fiskalny 2015 zakłada więc obniżenie państwowych dotacji do paliw z kwoty 276 bln rupii do 81 bln. Znalazło się w nim również założenie, aby zwiększyć niemal dwukrotnie środki na poprawę infrastruktury do 290 bln rupii. To oznacza znacznie więcej pieniędzy niż w poprzednich latach na budowę oraz modernizację dróg i portów, które będą stanowić podstawę pod wywołanie i utrzymanie wysokiego wzrostu gospodarczego.

W kraju wyspiarskim, jakim jest Indonezja, dziś brakuje odpowiednich łodzi – mniejsze barki transportowe są często niezbędne do przeładunku kontenerów do większych łodzi, co wraz ze słabą infrastrukturą portową powoduje dodatkowe koszty i opóźnienia.

Niejednokrotnie bardziej kosztowne (w przeliczeniu na konkretną jednostkę) jest wysłanie towarów z jednej indonezyjskiej wyspy na drugą, niż statku pełnego kontenerów z Indonezji do Singapuru czy Chin. Przykładowo cement na odległych wyspach wschodniej Indonezji (Nusa Tenggara) może kosztować kilka razy więcej niż na Jawie, gdzie żyje prawie 60 proc. Indonezyjczyków. W wielu mniejszych miejscowościach towary są rozładowywane ręcznie, co wydłuża czas dostaw. A w końcu czas to pieniądz dla nabywców towarów z Europy i Chin.

Nawet w Jakarcie zdarza się, że statek z towarem musi czekać tydzień na wejście do głównego portu – który wymaga rozbudowy. Infrastruktura skutecznie ogranicza potencjał eksportowy Indonezji, krępując wzrost gospodarczy, co utrzymuje go na poziomie poniżej 10 proc. PKB rocznie – a właśnie taki poziom osiągały Chiny przez ostatnie 30 lat. W obecnym roku rząd Indonezji planuje rozpoczęcie pięcioletniego planu poprawy infrastruktury o wartości ponad 5 500 bln rupii indonezyjskich (ok. 436 mld dolarów). Projekty obejmują poprawę funkcjonowania 24 portów oraz budowę nowych dróg i urządzeń do oczyszczania wody. Czysta woda zdatna do picia jest w niektórych miejscach Indonezji dobrem rzadkim w sezonie suchym.

Lokalna specyfika

Joko Widodo nie ma łatwego zadania. Jest człowiekiem znikąd, bez doświadczenia politycznego, kapitału relacji z okresu Suharto. Część elit, związanych z oligarchią z poprzedniej epoki, jest nowemu prezydentowi niechętna. Przykładem jest kontrkandydat do urzędu prezydenta gen. Prabowo Subianto. Ponadto przeciw prezydentowi Indonezji, byłemu biznesmenowi z branży meblowej, opowiada się część urzędników, którzy czerpią dochody z korupcji i wstrzymują projekty infrastrukturalne. Paradoksalnie problemem jest też system polityczny, który pozostawia prezydenta bez większości parlamentarnej. Tym niemniej dla osiągnięcia sukcesu i stworzenia z Indonezji potęgi na miarę Chin, istotne może się okazać stworzenie pozytywnego klimatu dla inwestycji. Obecnie Indonezja w rankingu Doing Business 2015 znajduje się na 114. miejscu, poprawiając jednak nieznaczenie co roku swoją pozycję. Pozytywny klimat dla inwestycji oraz zwiększenie produkcji w przemyśle ma kluczowe znaczenie, jeśli weźmie się pod uwagę, że w Indonezji w ciągu najbliższych sześciu lat pojawi się ok. 17 milionów młodych absolwentów szkół – jak zaznaczają raporty Asian Development Bank. Warto zaznaczyć, że system edukacji w Indonezji również wymaga poprawy. Poziom edukacji jest bowiem niższy niż nie tylko w Europie, lecz także w Malezji czy Singapurze.

Na razie Widodo stworzył klimat przyjazny wobec przemian. Udało się to w dużej mierze poprzez cykliczne odwiedzanie mieszkańców, które prezydent Indonezji czynił, podczas gdy zarządzał Solo i Jakartą. Uznawany za chwyt PR-owy „blusukan” (wizytacja mieszkańców celem poznania ich problemów) zapewnił mu rozpoznawalność i szacunek lokalnych społeczności, zwłaszcza wśród ulicznych sprzedawców. Widodo, podobnie jak swojego czasu Obama, rozbudził oczekiwania i sprawił, że Indonezyjczycy uwierzyli, że mogą liczyć na zmiany instytucjonalne. Tylko jak dogodzić jednocześnie wszystkim – biednym i bogatym. Biznesowi oraz pracownikom?

Problemy biednych i biznesu

Nierówności społeczne wzrastają w czwartym na świecie najbardziej zaludnionym państwie – zauważał ostatnio w wywiadach Joko Widodo, dodając, że wzrost gospodarczy jest bardzo ważny dla jego administracji, jednak nie zapomina, aby zmniejszyć lukę pomiędzy najbogatszymi a biednymi. Współczynnik Giniego, określający nierówności społeczne, w Indonezji wynosi ok. 0,43 i, jak deklaruje Jokowi, jest na granicy, od której można mówić, że nierówności staną się niebezpiecznym problemem. Widodo zaplanował wstępnie również podniesienie podatków w ciągu następnych lat oraz usprawnienie ich poboru. W 2014 r. unikanie opodatkowania w Indonezji było do tego stopnia plagą, że administracja będzie podejmowała próby odzyskania utraconych 200 bln rupii (15,6 mld dolarów), podkreślając, że czyniąc to, działa celem „pobudzania wzrostu gospodarczego”, tak aby osiągnął on ok. 7 proc. PKB rocznie. Stosunek przychodów podatkowych do Produktu Krajowego Brutto pozostaje w Indonezji na stosunkowo stabilnym poziomie ok. 12 proc. od 2008 r. W sąsiednich krajach współczynnik ten jest wyższy – Malezja (15,5 proc.), Tajlandia (17 proc.), Filipiny (14,4 proc.), Wietnam (13,8 proc.). Joko Widodo deklaruje oficjalnie, że Indonezja powinna doprowadzić do zmiany współczynnika, tak aby wynosił on ok. 16 proc. To oznacza jednak wyższe podatki i obciążenie biznesu.

Działania Joko „Jokowi” Widodo pokazują, że posiada on dwutorową strategię – pragnie jednocześnie zbijać kapitał polityczny, podpierając się wprowadzaniem zmian dla najbiedniejszych (jego elektoratu) oraz w tym samym czasie realizować deklaracje realnego wsparcia dla biznesu, celem utrzymania wzrostu gospodarczego i dalszego wyciągania z ubóstwa milionów Indonezyjczyków w Azji Południowo-Wschodniej. To dość rozsądne, tak długo, jak tory będą szły równolegle ze sobą. Inaczej pociąg, którym jedzie ekipa polityczna „Jokowi”, czyli on sam oraz Megawati Sukarnoputri (córka Sukarno) najbliższy doradca Jokowiego, może się wykoleić. Poprzedni prezydent Susilo Bambanga Yudhoyono postawił zdecydowanie na współpracę z biznesem w ostatnich latach prezydentury i to w gruncie rzeczy zgubiło go jako postać polityczną.

e-przepisy, e-gospodarka i e-blusukan

Prezydent Indonezji, Joko „Jokowi” Widodo, stara się o scentralizowanie procedur i przepisów pozwalających m.in. na rozpoczęcie inwestycji w sektorze prywatnym oraz przyspieszenie procesów administracyjnych. W obecnym systemie inwestorzy muszą uzyskać zgodę w poszczególnych sektorach administracji państwowej (np. oddzielnie dla podatków i użytkowania ziemi). W nowym systemie wszystko mogłoby być załatwione centralnie i w jednym miejscu. Taka reforma zaplanowana przez administrację jest niezbędna, ponieważ skraca czasochłonny proces rozpoczęcia inwestycji lub rozpoczęcia budowy infrastruktury. Na jednym ze spotkań rządowych Widodo nawoływał do ścisłej współpracy prowincji z rządem centralnym, zwracając uwagę na sukces chiński. W Indonezji prowincje posiadają znaczną autonomię (w szczególności Aceh i Yogyakarta). Następnym krokiem powinny być e-przepisy i cyfryzacja administracji.

Nowe technologie, internet oraz media społecznościowe drastycznie zmniejszają koszty transakcyjne oraz umożliwiają swobodny przepływ informacji i efektywne wykorzystanie zasobów. Kraje azjatyckie, takie jak Chiny, Indie oraz Indonezja, przeżywają rozkwit gospodarczy, wzrost zatrudnienia i inwestycji zagranicznych, m.in. właśnie przez sieć. E-gospodarka kwitnie, a wejście na e-rynek indonezyjski jest w tym momencie wyjątkowo opłacalne. Obecnie jedna osoba na cztery używające Facebooka na świecie pochodzi z Azji. Indonezja jest drugim, za USA, na świecie krajem pod względem użytkowników Facebooka, choć jego zasięg ogranicza się głównie do młodych osób. Mimo to dostęp do internetu w Indonezji wciąż jest problemem – posiada go niecałe 30 proc. społeczeństwa, mniej niż w innych państwach ASEAN. W najbliższych latach będzie jednak rosnąć, podobnie jak zyski z e-commerce.

W Solo i Jakarcie, w lokalnych społecznościach, ludzie wielokrotnie wyrażali nadzieję, że „Jokowi” nadal będzie wpadał zobaczyć się z nimi. W Indonezji karierę w prasie robi obecnie słowo „e-blusunkan” – czyli słynne odwiedzanie ludzie przez prezydenta metodą cyfrową. Nie wiadomo jak by miało to wyglądać w praktyce, ale wydaje się, że będzie to trudne do wykonania. W długiej perspektywie cyfryzacja będzie pomagać osiągać wysoki wzrost gospodarczy.

100 dni prezydenta

Trudno oceniać działania prezydenta po 100 dniach urzędowania. Tym niemniej Widodo nie jest cudotwórcą, a w dodatku nie ma pełnej kontroli nad parlamentem. Po drugie korupcja w Indonezji zawsze pozostanie wysoka ze względu na konieczność finansowania kampanii politycznych w systemie gospodarczym, w którym przez wiele lat funkcjonowały instytucje akceptujące korupcję. Po trzecie w Indonezji administracja jest bardzo zdecentralizowana i powstaje pytanie, czy decyzje podejmowane w stolicy będą wprowadzane w regionach.

Bez wątpienia olbrzymią zaletą Indonezji jest współczynnik płodności – wynoszący ok. 2,2. Jest to liczba znacznie wyższa niż w Chinach, co oznacza, że Indonezja ma więcej czasu, aby wykorzystać swoją „dywidendę demograficzną”. Podczas gdy Chiny za kilkadziesiąt lat będą zmagać się z tym samym problemem, z którym będzie walczyć Polska – czyli jak funkcjonować w realiach starego społeczeństwa – Indonezja ma zapewnione bezpieczeństwo demograficzne.

Sergiusz Prokurat
Dyrektor think-tanku CSPA oraz wykładowca akademicki
artykuł pochodzi z “Gazeta Finansowa”, 13.03.2015.

comment this post

You must be logged in to post a comment.